WAŻNOŚĆ OKAZYWANIA EMOCJI

Dlaczego ludzka istota, pozbawiona rozsądku, miałaby wykazywać się tak zwierzęcym charakterem jak niektórzy z nich, gdyby nie miała w sobie zwierzęcej natury?»”. W odpowiedzi na to pisze Darwin: „Na pytanie to należy, jak się zdaje, odpowiedzieć twierdząco”. Dla Darwina ważną funkcją okazywania emocji jest komuniko­wanie się osobników między sobą — jedni drugim pokazują, w ja­kim znajdują się stanie emocjonalnym. Wydawanie złowrogich dźwięków i optyczne powiększanie pewnych części ciała (za pomocą puszenia piór, rozpościerania płetw, nadymania się albo — jak już widzieliśmy — jeżenia włosów) to stosowane w całym królestwie zwierzęcym sposoby odwiedzenia wroga od zamiaru ataku. Dźwięki, wonie oraz różne postawy i ukazywanie pewnych części ciała lub ukrytych kolorów służą też jako sygnały gotowości do aktu seksual­nego. Dźwięki wykorzystywane są poza tym w celu ostrzeżenia in­nych, że zbliża się niebezpieczeństwo.

MNOGOŚĆ PRZYKŁADÓW

Darwin podaje wiele innych przykładów podobnego wyrażania emocji u różnych gatunków. Stawia, na przykład, znak równości między warczeniem rozzłoszczonego człowieka a podobnymi zacho­waniami przedstawicieli innych gatunków. I znowu szuka oparcia w literaturze, cytując zamieszczony przez Dickensa w Oliverze Twiście opis rozwścieczonego tłumu przyglądającego się ujęciu okrutnego mordercy na londyńskiej ulicy: „ludzie podskakujący jed­ni za drugimi, szczerzący z wściekłości zęby i doskakujący do niego jak dzikie bestie”. Dalej zauważa Darwin, że: „Każdy, kto miał dużo do czynienia z małymi dziećmi, musiał widzieć, jak naturalnie biorą się do gryzienia, kiedy ogarnie je złość. Wydaje się, że jest to u nich odruch równie instynktowny jak u małych krokodyli, które chwy­tają wszystko swoimi małymi szczękami, gdy tylko wyklują się z jaj”. Cytuje też doktora Maudsleya, który specjalizował się w le­czeniu chorób psychicznych u ludzi i którego imię nadano słynne­mu Szpitalowi Maudsleya w Londynie: „skąd biorą się «owe dzikie warczenia, niszczycielskie skłonności, obsceniczny język, dzikie wy­cie, agresywne zwyczaje okazywane przez niektórych chorych psy­chicznie?

NAJWIĘKSZE PODOBIEŃSTWA

Chociaż największe podobieństwa stwierdzono między gatunkami )lisko spokrewnionymi, to udało mu się znaleźć uderzające zbież- lości nawet między bardzo różniącymi się organizmami. Wska­zywał na to, jak powszechnym zjawiskiem u różnych rodzajów zwierząt, nie wyłączając człowieka, jest oddawanie moczu i kału w obliczu wielkiego zagrożenia. Wiele zwierząt stroszy też włosy na ciele w niebezpiecznych sytuacjach, przypuszczalnie po to, aby wydać się groźniejszymi, niż są w istocie. Według Darwina strosze- nie włosów jest prawdopodobnie jednym z najszerzej spotykanych przejawów emocji, występującym u psów, lwów, hien, krów, świń, antylop, koni, kotów, gryzoni i nietoperzy, żeby wymienić tylko niektóre. Sugerował, że gęsia skórka, występująca u ludzi łagodna postać piloerekcji, jest pozostałością bardziej teatralnych pokazów, które dają nasi kuzyni z gromady ssaków. Ale zauważył też, że pi- loerekcja występuje również na tej części ludzkiego ciała, która jest bujnie owłosiona, na głowie, cytując jako dowód słowa skiero­wane przez Brutusa do ducha Cezara: „mrozi to we mnie krew, a moje włosy stają z przerażenia”.

WYRAŻANIE EMOCJI

W Wyrażaniu emocji u człowieka i zwierząt stawiał Darwin tezę, że „główne działania ekspresyjne, przejawiane przez człowie­ka i zwierzęta niższe, są obecnie wrodzone albo dziedziczne, to znaczy nie są u jednostki zachowaniami wyuczonymi” . Dowodem wrodzonego charakteru sposobów wyrażania emocji jest według niego podobieństwo ich przejawów zarówno w obrębie poszczegól­nych gatunków, jak i między nimi. Darwin był pod szczególnym wrażeniem tego, że cielesne przejawy emocji (zwłaszcza poja­wiające się na twarzy) są podobne u ludzi na całym świecie, bez względu na rasę i dziedzictwo kulturowe. Wskazywał również, że w taki sam sposób wyrażają emocje osoby niewidome od urodzenia, które przecież nigdy nie miały okazji nauczyć się poruszania odpo­wiednich mięśni poprzez obserwację innych osób, oraz bardzo małe dzieci, które też pozbawione były okazji opanowania tych za­chowań w drodze naśladownictwaDarwin zgromadził mnostwo różnego rodzaju przykładów ciele­snych objawów emocji, które podobne są u różnych gatunków.

WYJAŚNIENIE PROCESU

Teorię Darwina najczęściej uważa się za wyjaśnienie procesu ewolucji fizycznych cech gatunków. Tymczasem dowodził on, że również umysł i zachowanie kształtowane są przez dobór natural­ny. Z całą mocą podkreśla to James Gould, biolog behawiorysta: Rewolucyjne spostrzeżenia Darwina na temat ewolucji (…] wyka­zały po raz pierwszy nierozerwalną więź między światem zwierzęcia jego zachowaniem. Jego teoria doboru naturalnego umożliwiła zrozu­mienie, dlaczego zwierzęta są tak dobrze obdarzone tajemniczymi in­stynktami — dlaczego na przykład osa zbiera pożywienie, którego nig­dy wcześniej nie jadła, aby nakarmić larwy, których nigdy nie zobaczy. Dobór naturalny faworyzuje — wywodził Darwin — zwierzęta, które zostawiają po sobie najwięcej potomstwa. Przez niezliczone pokole­nia osobniki, które mają przetrwać, zwyciężając w nieustannej walce o ograniczone ilości pożywienia, muszą stale coraz lepiej przystosowy­wać się do swojego świata, zarówno morfologicznie, jak i zachowania­mi […]. Dokładnie zaprogramowane zachowanie, jak owo zachowa­nie osy, musi dawać zwierzętom ogromną przewagę w rywalizacji z innymi

DARWINOWSKA TEORIA

Z grubsza biorąc, Darwinowska teoria doboru naturalnego przed­stawia się oto tak: cechy, które były przydatne dla przetrwania da­nego gatunku w określonym środowisku, stały się po odpowiednio długim czasie charakterystycznymi jego cechami. I odwrotnie — dany gatunek charakteryzuje się pewnymi cechami, ponieważ przy­czyniły się one do przetrwania odległych przodków tego gatunku. Z powodu ograniczonych zasobów pokarmu nie wszystkie z urodzo­nych osobników danego gatunku dożywają do wieku, w którym osiągają dojrzałość seksualną i mogą przystąpić do rozmnażania. Mniej przystosowane giną i z biegiem czasu coraz więcej lepiej przy­stosowanych zostaje rodzicami i przekazuje cechy składające się na to przystosowanie potomstwu. Jeśli jednak otoczenie zmienia się, i to ciągle, to wówczas istotne dla przetrwania stają się różne cechy i w końcu wyselekcjonowane zostają osobniki odznaczające się tymi cechami. Gatunki, które przystosowują się w taki sposób, przeży­wają,

WYCIĄGNIĘTE WNIOSKI

Wyciągnął z tego wniosek, że do czegoś podobnego może dochodzić w sposób naturalny. W rezultacie tych i innych spostrzeżeń, poczy­nionych podczas słynnej podróży na Archipelag Galapagos, ogłosił, że dzięki dziedziczności i zmienności zwierzęta przekazują potom­stwu zmienione cechy, co nazwał „dziedziczeniem ze zmianami”. Stephen J. Gould pisze, że Darwin nie używał dla określenia doboru naturalnego terminu „ewolucja”. W owym czasie „ewolu­cja” miała dwie inne konotacje, z których żadna nie pasowała do teorii Darwina. W jednym znaczeniu termin ten odnosił się do po­jęcia, według którego zarodki rozwijają się ze znajdujących się w jajeczkach i plemnikach ludzików (malutkich, zachowanych ko­pii Adama i Ewy). W drugim używany był w pewnym żargonie za­wodowym na określenie stałego zbliżania się do ideału. Darwin uważał, że tak zwane niższe formy życia, jak ameba, mogą być równie dobrze przystosowane do swojego otoczenia jak człowiek do swojego, że — innymi słowy — ludzie nie są bliżsi jakiemuś ideałowi ewolucyjnemu niż inne zwierzęta. W rzeczywistości to Herbert Spencer, współczesny Darwina, przełożył „dziedziczenie ze zmianami” na „ewolucję”, bardziej pociągający i łatwiejszy do zapamiętania termin, którego używamy dzisiaj.

DZIEDZICTWO EMOCJI

Przekonanie, że przynajmniej niektóre emocje mogą odczuwać nie tylko człowiek, ale również inne stworzenia, było dość powszechne od dawna, przynajmniej od czasu, kiedy Platon stwierdził, że na­miętności są dzikimi bestiami pragnącymi wyrwać się i uciec z ludz­kiego ciała . Ale dopóki Karol Darwin nie stworzył w ubiegłym stu­leciu teorii ewolucji i doboru naturalnego, nie potrafiono zupełnie zrozumieć, jak i dlaczego pewne aspekty umysłu i zachowania mogą być wspólne dla nas i dla innych gatunkówDarwin wpadł na pomysł, który legł u podłoża jego teorii, ob­serwując życie wokół siebie. Zauważył, że dzieci nie tylko są podob­ne do rodziców, ale też różnią się od nich. Fascynowało go też to, że hodowcy zwierząt udomowionych potrafią uzyskać pewne cechy u potomstwa tych gatunków, starannie dobierając i mieszając ro­dziców — metodą odpowiedniego doboru rodziców można było wy­hodować krowy dające więcej mleka i biegające szybko konie.

GDYBY LUDZIE MIELI SKRZYDŁA

Gdyby ludzie mieli skrzydła, William James sformułowałby swo­je słynne pytanie o uciekaniu przed niedźwiedziem w kategoriach odfruwania przed nim. Zapytałby, czy strach jest rezultatem odfru- wania przed niebezpieczeństwem, czy też to odfruwanie sprawia, że odczuwamy strach. Ujęte w ten sposób, pytanie to nie traci nic ze swojego znaczenia. Ucieczka przed niebezpieczeństwem jest czymś, co muszą robić wszystkie zwierzęta, żeby przetrwać. Swoiście ludz­kie cechy, takie jak zdolność tworzenia poezji czy rozwiązywania równań różniczkowych, nie mają żadnego związku z tym, co się dzieje, kiedy staniemy wobec nagiego i bezpośredniego zagrożenia dla naszego życia. Ważne jest to, że mózg posiada mechanizm dla wykrywania niebezpieczeństwa i szybkiego oraz odpowiedniego re­agowania na nie. Konkretne zachowanie, do którego wówczas do­chodzi, jest właściwe dla gatunku (odpłynięcie, odfrunięcie czy od­biegnięcie), ale leżąca u jego podstawy funkcja mózgu jest u wszyst­kich gatunków ta sama — ochrona przed niebezpieczeństwem. Odnosi się to zarówno do człowieka, jak i do śliskiego gada. I, jak się przekonamy, ewolucja uważała za wskazane pozostawienie bez żad­nych zmian dużej części mechanizmów mózgowych odpowiedzial­nych za te funkcje.

ZMIENIAĆ SIĘ CZY NIE ZMIENIAĆ?

W badaniach niektórych funkcji umysłowych, takich jak język, za­danie stojące przed uczonymi zajmującymi się teorią ewolucji pole­ga na próbie zrozumienia, jak funkcja ta wykształciła się u ludzi. Nasz gatunek wydaje się jedynym z obecnie żyjących, który posia­da język naturalny. A zatem ważnym, w sprawach dotyczących jego pochodzenia, pytaniem jest: z czego wykształcił się język, ja­kie były fazy pośrednie, przez które przeszedł mózg podczas ewo­lucji od niemówiących do mówiących naczelnych? Kiedy jednak chodzi o emocje, to stajemy przed innym proble­mem. W przeciwieństwie do niektórych humanistów, uważam, że nie są one cechami tylko ludzkimi i że w istocie rzeczy układy emo­cjonalne w mózgu są zasadniczo takie same u wielu kręgowców, w tym ssaków, gadów i ptaków, a może także płazów i ryb. Jeśli to prawda, a postaram się przekonać czytelnika, że tak jest, to nasze pierwszoplanowe zadanie jest zupełnie odmienne od tego, które stoi przed teoretykami ewolucji języka. Zamiast starać się stwier­dzić, jakie unikatowe cechy posiadają ludzkie emocje, musimy zba­dać, dlaczego i w jaki sposób ewolucja uparcie utrzymuje funkcje emocjonalne podczas przechodzenia od niższych gatunków do wyż­szych, zmieniając jednocześnie wiele innych funkcji mózgu i cech ciała.